Na plaży

Otworzyłem oczy, przeszywało mnie dotkliwe zimno, które czułem każdą komórką. Leżałem półnagi na plaży. Moje ciało obmywane było przez figlarne fale, które wesoło podskakując wpadały na piasek… Usiadłem. Moim oczom ukazała się tarcza słońca, które nieśmiało wyglądało zza horyzontu. Brzegiem plaży szedł staruszek, podpierając się sękatym kijem. Jego siwe, długie włosy swobodnie opadały na ramiona. Broda, tego samego koloru, sięgała prawie do pasa. Szedł bardzo wolno powłócząc nogą. Zatrzymał się przy mnie, ukląkł i gorzko zapłakał nad mym marnym losem

Dodaj komentarz